Skip to content

Czy prof. Gwiazdowski powinien spróbować jeszcze raz?

Po serii lżejszych wpisów na temat „Gry o Tron” pora na coś poważniejszego, czyli politykę. Jesteśmy świeżo po ogłoszeniu (prawie) ostatecznych wyników do Parlamentu Europejskiego, które niespodziewanie zamieniły się w plebiscyt popularności przed jesiennymi wyborami krajowymi. Nadspodziewanie duża frekwencja przyniosła kilka ciekawych wyników, w tym dla partii, na którą głosowałem, choć w teorii był to głos zupełnie stracony. Mowa o projekcie o nazwie Polska Fair Play Roberta Gwiazdowskiego, co do którego, gdy go ogłaszano, miałem nadzieje, że stanie się powiewem świeżości na (prawdziwie) liberalnej stronie politycznej sceny.

Niestety w wyniku popełnienia chyba każdego możliwego błędu organizacyjnego i marketingowego, partia popełniła dość spektakularne seppuku w postaci niezebrania głosów w minimum 7 okręgach i w efekcie nie mogła wystawić list w całym kraju. Teoretycznie, wraz z wynikiem 0,54% mamy do czynienia z klęską absolutną, ale… tak jak w okresie organizacji partii ostrzegałem przez przeszacowywaniem popularności prof. Gwiazdowskiego, tak przy okazji tego wyniku, oraz wyników partii z których PFP może „czerpać” elektorat, uważam, że nie jest aż tak źle.

Oczywiście nie chodzi tu o prostackie tłumaczenie, mówiące, że jakby tych 500 głosów na Dolnym Śląsku nie brakło, to by PFP weszła do Parlamentu. Nie, przy tak beznadziejnie prowadzonej kampanii partia mogłaby otrzymać coś, co można nazwać „bazową Gwiazdowskiego” którą oceniam na 1 – 1,5% oraz premię za brunatny skręt korwinistów, na poziomie ok. 0,5 – 1%. Gdy okazało się, że start odbędzie się tylko w 6 okręgach, szacowano poparcie na coś pomiędzy 0,2 – 0,4% (jeśli ktoś PFP w ogóle jeszcze zauważał). W tym kontekście wynik 0,56% w skali kraju oraz 0,99% w skali okręgów, w których były listy, jest zaskakująco dobry. Już lata temu Nowa Prawica przekonała się, że brak list w całym kraju, odbiera sporą część wyborców nawet tam, gdzie można na taką nieszczęsną partię głosować.

Skąd więc taki wynik? Ta antykonfederacyjna premia o której wspomniałem, „objawiła” się moim zdaniem i w aktualnych wynikach PFP. Wydaje się, że ostatnia ofensywa Mentzena, zwłaszcza w kwestiach dotyczących retoryki antyżydowskiej i antygejowskiej spowodowała, że część ich wolnościowego elektoratu uznała, że lepiej stracić z Gwiazdowskim niż zyskać z, nabierającą coraz bardziej niesympatycznych kolorów, Konfederacją. Może to oznaczać, że w przypadku profesjonalnego zorganizowania partii, można liczyć na odciągnięcie sporej grupy, jeśli nie zdecydowanej większości, wolnościowców pozostających jeszcze przy tym niebezpiecznym i eklektycznym tworze. Tym bardziej że nawet jeśli Konfederacja się rozpadnie, to błotko do jej czołowych polityków już się przykleiło.

Drugą przesłanką która pozwala z pewną nadzieją patrzeć w przyszłość, są porażki Kukiza i Koalicji Europejskiej. W obu tych ugrupowaniach są wyborcy prezentujący liberalno-republikańskie poglądy głosujący na zasadzie „mniejszego zła”. Ponieważ porażka, zwłaszcza w takich okolicznościach i takim przeciwnikiem, wpływa bardzo deprymująco, jest to całkiem niezły moment na przedstawienie im świeżej oferty.

Z Kukizem sprawa jest o tyle ciekawa, że tam, także wśród polityków którzy pozostali, są jeszcze wartościowe jednostki jak np. Tomasz Jaskóła. Porażka tego równie eklektycznego tworu powinna dać im do myślenia. Mogą próbować organizować partię na bazie K15 razem z miotającym się Pawłem Kukizem, co moim zdaniem się nie uda (po gongu w tych wyborach ich struktury ogarnie jeszcze większe rozprężenie) albo poszukać nowego otwarcia. Tyle, że tym razem musi to być oparte o jednolity program, a nie ruch od Sasa do Lasa krzyczący tylko, że „Mamy k… dość”. Ta formuła się już wypaliła.

PFP oczywiście nie ma na chwilę obecną struktur, w które mogłaby kogokolwiek przyjmować, ale jest to pewną zaletą. Elektorat wie, że tak słaby wynik jest efektem błędów organizacyjnych, które da się naprawić, a nie rzeczywistym odbiciem braku potencjału. „Efektywność wyborcza” poważnie zorganizowanej partii Gwiazdowskiego cały czas nie jest znana. Podkreślmy zwrot „poważnie zorganizowanej” i z poważnym marketingiem, serwującą inny przekaz niż te paintowe potworki, które obserwowaliśmy w zakończonej kampanii.

Co można zrobić? Jak ustaliliśmy partia o 0,5% poparciu, nie będzie przyjmowała ludzi z partii o kilkukrotne lepszych wynikach, ale prof. Gwiazdowski to cały czas niezużyta i świeża marka, budząca w środowiskach liberalnych sympatię i szacunek. Myślę, że najlepszą drogą będzie przygotowanie nowego otwarcia dla zawiedzionych liberałów z pozostałych organizacji, w oparciu nie o nieszczęsną nazwę PFP, hegemonię 😉 profesora i mitycznych przedsiębiorców, naukowców i urzędników, ale o ofertę stworzenia nowej organizacji z większą ilość liderów.

Pozycja lubianego Gwiazdowskiego powinna pomóc w takich negocjacjach. Wspomniany Jaskóła, Artur Dziambor z Konfederacji czy inne osoby, które nie pobrudziły się tak jak np. Mentzen swoją „piątką”, mogą wnieść sporo energii, której w PFP mocno brakuje. Kluczem do sukcesu jest oczywiście selekcja negatywna przeprowadzona przez ewentualnych współtwórców takiego ruchu. Wartościowi ludzie są w obu wspomnianych organizacjach, podobnie jak i w Bezpartyjnych, otoczeni ludźmi, których poglądy nie pasują do ruchu liberalnego. I tacy nie powinni tam trafić.

Problem jest tylko jeden, wymaga od profesora bardzo ciężkiej pracy i to nie w postaci, umówmy się przyjemnego dla połechtania ego, politycznego stand-upu. Profesor musi wziąć byka za rogi i pokazać, że jest w stanie zebrać, zorganizować i nadzorować swoje polityczne wojsko. Że jest w stanie dobrać sobie wykwalifikowaną generalicję, bo sam nie ogarnie i czasem oddać takowym pierwszy plan.

Musi też zrozumieć, że marketing polityczny, łącznie z przefiltrowaniem przez niego ram programowych, jest dla nowego tworu jedyną szansą na sukces. Ignorowanie go skończy się klęską nawet przy zarejestrowaniu list w całej Polsce. Wojna PiS vs anty-PiS będzie się zaostrzać, a jej ogień będzie zabierać tlen tak potrzebny mniejszym partiom. Samo tłumaczenie podatków nie wystarczy, trzeba spróbować przenieść ciężar marketingowy na coś, co ludzie czują bardziej instynktownie, sądownictwo, szkolnictwo. Szansę widziałbym tu w zaadoptowaniu postulatów Zdecentralizowanej Rzeczypospolitej i próbie wytłumaczenia obywatelom, że aby załatać dach w szkole, ich pieniądze nie muszą podróżować przez Warszawę i ręce tylu łapczywych na kasę pośredników.

Czy taki projekt miałby szansę na minimalny sukces (>5%) już w najbliższych wyborach? Przy pewnej dozie szczęścia tak, ale… nawet jeśli nie, nie ma sensownej alternatywy. Jak działają przystawki PiS symulujące ośrodek myśli liberalno-republikańskiej w typie Porozumienia Gowina wszyscy wiemy. Ta partia powinna nazywać się Pozorowanie, przyłączanie się do nich nie ma żadnego sensu. Kaczyński jest na tyle inteligentnym graczem, że wie jak ich kontrolować. Elektorat liberalny gospodarczo dalej oscyluje w okolicach 10 – 15%, z czego realnie do wzięcia jest 7 – 10%. Myślę, że warto o to zawalczyć. Nie uda się teraz, to niech będzie coś gotowego, gdy nadejdzie kolejna runda światowego kryzysu gospodarczego i zachwieje państwem socjalnym.

Sam jestem ciekaw jego decyzji profesora i mam wielką nadzieję, że jednak podejmie tę, bardzo ciężką i niewygodną, rękawicę. Dzięki PFP mogłem pierwszy raz zagłosować na jakąś partię bez poczucia niesmaku, przydałoby się jeszcze, żeby ten akt wywoływał jakiekolwiek emocje w czasie wieczoru wyborczego.

Kategorie:Bez kategorii

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *